06.04.2008 Grill na Niskich Łąkach
Nadeszło długo oczekiwane lato. Pieczołowicie hołubione przez zimę Fordowskie bolidy miały się nam pięknie odwdzięczyć dowożąc nas na pierwszy grill 2008-go roku. Otwarcie nowego sezonu klubik wFe zorganizował na Niskich Łąkach. (Tak naprawdę pierwszy grill tego roku odbył się duużo wcześniej u Vaaxa i Dżejsiki na działce 24.02.2008-sprostowanie by Młody_wFe) Miejscówka zaproponowana przez Zoggona była strzałem w 10-tkę, bowiem zmieściły się tam wszystkie nasze krążowniki. A było ich nadzwyczaj dużo, bo aż osiem!
Umówiliśmy się na 12 ale jak to u nas bywa totalne niezorganizowanie sprawiło że zjeżdżaliśmy się tak do 15. Pomijając dużą frekwencję aut, powinienem wspomnieć o frekwencji ludzi a ta wynosiła 16 osób! I to było doprawdy zadziwiające.
Oprócz stałej trójki: Milo’a (pierwszy raz wraz z Elą), Młodego (nieodłącznie z Basią) oraz Neon’a (z Pati, która to przybyła Z „autobusem”) byli też: Pan Wojtek, Remon, Zoggon, Tachu, HoneySpider oraz długo oczekiwany Bogdan (wraz z długo oczekiwaną Moniką).
Zjawili się również Ci, którzy autka remontują a przybyli na piechotę – świeżaki w wFe: Żbik oraz Scava ze swoją połowicą.
Właściwie można by powiedzieć, że zlocik zdominowały Granady, bo były w przewadze liczebnej, ale niestety nie dziś. Dziś najważniejszym wydarzeniem było pojawienie się trzech Dziobaków. Mógłbym tu polemizować kto był rarytasem na naszym spotkanku i wskazać samotnie stojącą Carlę (którą wyrzucono z szeregu i Taunusów i Granad) ale faktem jest, że spotkać trzy Dzioby w jednym miejscu to doprawdy rzadki widok. Smaczku dodawał fakt, że owe Dziobaki miały się na grill dotoczyć... o własnych siłach, co przez ostatnie kilka lat zdarzyło się tylko raz i ów raz jest pamiętany chyba tylko przez Neon’a, bo to wydarzenie miało miejsce pod Jego domem.
Zoggon w końcu uporał się z elektryką w swoim monstrum a Taunusso Neon’a zyskał nowy rozrusznik co pozwoliło bez przeszkód doturlać się na Niskie Łąki. No i tak we trojkę z Honey’em.. zaraz zaraz! No właśnie, a gdzie Honey?
Dziobak Honey’a jeszcze się dobrze nie rozjeździł i wciąż miał problemy z odpalaniem, więc nie wiadomo było czy dojedzie. Ci, którzy nie zastanawiali się nad tym czy będzie w końcu plenerowa fotka trzech Dziobaków, zastanawiali się gdzie jest grill? Problem, z którym nie możemy sobie poradzić od dłuższego czasu to: kto gdzie i za co jest odpowiedzialny.
Zajęliśmy się więc jak zwykle czymś bardziej interesującym od jedzenia. Zresztą.. to nieodzowny element każdego zjazdu Fordów – oglądanie autek.
W kategorii tuning wygrała Grandzia V-150. Pan Wojtek przez naklejkę na tylnej klapie zyskał całe 5KM więcej. W kategorii szpachla wygrała Carla – ukazując dziurę po niedawnej kraksie. W kategorii off-road wygrał Dziobak Zoggona, w kategorii eksploatacja – karawan Młodego, która zużywa po litrze z każdego płynu eksploatacyjnego na setkę. Natomiast Remon pochwalił się wciąż nieskończonym silnikiem, który to nie tylko dalej hulał ale jak się później okazało – pomaga odpalać inne silniki. Ale nie uprzedzajmy faktów. Po standardowych oględzinach zaczęło się równie standardowe śledztwo: kto ma grilla, kto i dlaczego go nie ma, kto go mieć powinien i co kto będzie jadł. No i znów uwaga skupiła się na nieobecnym Honey’u, bo tylko On miał grill. Wiadomo było, że go wiezie ale nie wiadomo było czy DOWIEZIE.
W międzyczasie oczekiwania na grilla poczęstowałem wszystkich torcikiem urodzinowym zrobionym przez moją Sympatiagę ale jak to powiedział Pan Wojtek – tylko zaogniłem apetyt. Fakt, kawałeczkiem 2x2 cm nikt się nie naje ale lepszy rydz..
Na szczęście, oprócz poczęstunku, była też rozrywka – Tachu we własnej osobie, który moim osobistym zdaniem pojawia się zbyt rzadko i za to powinien być co najmniej skarcony słownie. Płeć piękną zabawiał nam Pan Wojciech – jak się później okazało – nasze kobietki nie zapamiętały ani jednego ze „świńskich” żartów, ale pamiętają, że takowe były.
Aha nie należy zapominać o psie, którego przyprowadziła Pati. Jamnik z ADHD naprawdę wzbudzał zainteresowanie. Oczywiście na początku. Potem po kolei irytował każdego zamęczając w kółko tą samą zabawą, pt: „Rzuć mi patyk a ja go przyniosę”.
Długo oczekiwany HoneySpider doturlał się wreszcie i każdy mógł w końcu odetchnąć – posiadacze Dziobaków – że fotka w końcu będzie, reszta – że jest w końcu grill. Dalej poszło już sprawnie. Neon dopadł aparatu i rozpoczął sesję, Zoggon wraz ze Scavą grilla i w ciągu pięciu minut mieliśmy gorące ciepełko.
Może pominę tu wszechobecne podśmiechiwanie podczas rozpalania owego grilla. Jeszcze pięć minut i zaczęlibyśmy obstawiać zakłady czy lanie na tlącą się podpałkę benzyny bezpośrednio z kanistra wyjdzie Zoggon’owi na dobre.
Niestety wraz z przyjazdem ostatniego Dziobaka – ulotniła się duża grupa wFe i zostali tylko nieliczni. Jeszcze mniej osób jadło i dziwił nawet brak apetytu u Młodego. Może to za prawą pogody? Dzień wcześniej świeciło piękne słoneczko ale tym razem poskąpiło promyków. Dostaliśmy za to deszcz i wiatr.
Po jedzeniu, które trwało nadzwyczaj szybko – pora na rytuał – crusing. Tym razem postanowiliśmy pozwiedzać inne rejony miasta i ruszyliśmy w poszukiwaniu kolejnej knajpy, z której by nas wyrzucono. Po drodze, trafiając na ślepą uliczkę – jedni, jak MILO, postanowili sobie pofolgować a inni .. inni mieli mniej szczęścia. Żeby spotkanku było zadość – Taunusso strzelił focha.
Strzały z silnika były doprawdy głośne a kręcenie o mały włos nie wyładowały accu Neon’a. Z pomocą przyszła jednak walizeczka z narzędziami Remon’a oraz kable rozruchowe. Po kilku minutach Neon znalazł usterkę i po pozbieraniu rozrusznika z ziemi i przykręceniu go do dzwonu – ruszyliśmy dalej.
Jaka była droga – nie opiszę, bo tył Dziobaka Zoggona skutecznie zasłaniał wszystko. Niby zwykły Taunus a szeroki jak ciężarówka
Po kilku kilometrach znaleźliśmy knajpę widmo, z której to nikt nas nie wyrzucił, bo nawet nie dostaliśmy się do środka. Samo pojawienie się pięciu grzmiących, kolorowych parchów wystraszyło na tyle właścicieli, że na progu pojawiła się tylko pani kucharka z chochlą w ręku.
Tak przywitani uznaliśmy to za dobry akcent na koniec dnia i ruszyliśmy z powrotem. Tym samym sezon 2008 został otwarty.
Z ostatniej chwili:
- Młody zdecydował, że jednak jedzie na SO karawanem i zamierza nie tylko w nim spać ale też się nim ścigać;
- Nikt nie wie jak nazywa się nowy pies Patrycji – czarny autobus,
- Nikt też nie wie dlaczego Ela nie siedziała na specjalnie przywiezionym dla Niej leżaku – ten kto wie – dostanie w nagrodę czekoladę;
- Scava nie jest skinhead’em, tak jak MILO nie jest punk’iem – tak tylko wyglądają;
- Bogdan z Moniką wciąż szykują niespodziankę, która ma pojawić się w klubie… wkrótce. Aha i nie jest to dzidziuś;
- Uprasza się o nie pytanie Zoggon’a – od czego są tylne sprężyny oraz tłumiki w Jego Dziobaku. Istnieje groźba, że Zoggon zamknie się w sobie;
- Grill Honey’a, tak jak i Jego Taunus są celowo utrzymane w stylu Rost style;
- Fotografem dzisiejszego zlotu byli Remon i Neon. Pierwszy fotografował wszystko, drugi tylko Dziobaki ;
- Dziś też okazało się dlaczego Tachu nie urósł: nie lubi słodyczy i nie je czekolady. Poczęstowany moim torcikiem – odmówił! ;
- Pogoda była denna i zwalamy to na Żbika, bo chłopak jest bardzo cichy i się jeszcze z nikim nie pokłócił.
autor: MILO